wnioski do których doszedłem po obcowaniu 24 lat na tym łez padole, nie jestem pewien czy uda mi sie je sensownie przedstawić
>wszystkie religie opierają się na dogmatach które to z kolei opierają się na wierze
>gdyby zacząć zadawać serię pytań jakiejkolwiek ogarniętej osobie wierzącej w celu dorwania się do istoty rzeczy, w koncu dostaniemy odpowiedz: poprostu wierzę, wierzę bo tak, bo wewnątrz czuję że ten dogmat jest prawdziwy
>pojęcie sfery świętości (sacrum) - zbiór obiektów, poglądów, jednostek (memów kulturowych?) które są uznawane za swięte
>jako że więkość z nas została wychowana w wierze katolickiej (lub gdzieś obok), mając na uwadze świątość określoną przez pryzmat kościoła katolickiego zadajesz sobie pytania:
>czy czuje sacrum? czy uważam że moje istnienie ma głębszy sens, jakiś plan boży? czy moje istnienie ma cel w kontekście wszechrzeczy i jesli tak to czy jest nim bóg?
>kluczem do odpowiedzi na te pytania jest wiara - przekonanie że coś jest prawdziwe bez posiadania bezpośredniego dowodu
>każdy człowiek ma swój własny system wierzeń (spójny, łączy się w jakąś logiczną całość, caly czas sie zmienia), wszystkie twoje decyzje, działania wynikają z tego systemu
>twój system wierzeń albo opiera się na wierze albo nie
>z pewnego punktu widzenia wiara jest ćwiczeniem umysłowym, nawet jeżeli masz wątpliwości twoje życie na bieząco będzie je weryfikować (co za tym idzie twój system wierzeń)
>weryfikacja: podejmujesz decyzje, analizujesz ją, jak to się rzutuje na tle twojego systemu, analizujesz swoje uczucia i emocje, wyciągasz wnioski, patrzysz czy cos sie zmienilo
Na ten przykład ja jestem agnostykiem, de facto ateistą. Nie wierzę bo nie. Mój system wierzeń na chwilę obecną nie wspiera idei boga. Zaatakowany rzeczywistością instynktownie postępuję tak jakby boga nie było. Nie czuję z tego powodu potrzeby zmiany moich poglądów. Nie twierdzę że mam jakieś definitywne odpowiedzi, po prostu postępuje zgodnie z moimi przekonaniami.