miałem w gimnazjum kolegę, znaczy on miał lepszych kolegów, ale fajny był, inteligentny i prawilny spierdoks, a jak chłodno wyzywał dziewczyny z klasy od kurew i sagował
tylko serialiki ciągle oglądał
no, i teraz w sensie 2 lata temu poszliśmy do różnych klas, ja technik elektronik, on liceum klasa hehe humanistyczna
kontaktu nie utrzymujemy
i czasem patrzę na korytarzu, to ten skurwysyn rozmawia z dziewczynami, jakby to byli ludzie, normalnie nachyla się do takiej jednej ładnej i jej opowiada pewnie jeden ze swoich zjebanych żarcików, a ona się uśmiecha
albo innym razem idzie po schodach za inną i normalnie ją tyka ręką żeby się odwróciła
niby bluzę ma tą samą od gimnazjum, niby nie ściął kuca, ale to już nie ta sama osoba
i tak sobie myślę, czy gdybym nie poszedł do techbazy, gdzie nie ma dziewczyn, to czy byłbym na jego miejscu? rozmawiałbym z koleżankami, pisał do nich "co tam" na fejsiku, chodził na klasowe melanże?
pewnie nie, ale jak go widzę to dostaję straszny ból dupy, i mam nadzieję, że piwnica upomni się o swojego niewolnika