Ogólnie kończąc i podsumowując ten fred:
lochy są w chujowej sytuacji, bo nie mogą się mierzyć z mężczyznami intelektualnie(w większości, należy zrobić to rozróżnienie), wobec czego kompensują to tuningiem urody, która w porównaniu do intelektu podlega szybszej dewaluacji. Jednocześnie, używając kusych spódniczek i dekoltów, wysuwają w stronę mężczyzn oskarżenie o ich uprzedmiotowienie, kiedy same, takim zachowaniem, do tego zapraszają. Mówi się, że emocjonalnie lochy górują, ale emocje to zbyt krucha materia, by można jej nadać jakąś wymierną, podlegającą pomiarom postać, natomiast jeśli pod tym rozumiemy owijanie sobie fiutków wokół palca i aksamitne w ten sposób narzucanie swojej woli, to owszem, udaje im się to, ale do czasu, w nieskończoność takich trików stosować nie można.
Wobec powyższego nie rozumiem jak można chcieć, jak wiele ludzi na szonach , aspirować do bycia kobietą i bawić się w udawanie bycia nią, czyli trapem. Chociaż taki trap, kobieta bez menstruacji, to nadczłowiek?
Nie wiem, ktoś chce jeszcze coś dodać, potrollować? bo ja do dodania nic już nie mam. Jest taki niemiecki filozof XX-wieczny na "F" który pisze o tym całe książki, z niemieckim buchalteryjnym zacięciem każdą emocję około-miłosną klasyfikując, kategoryzując, układając taksonomię. A mi się udało zmieścić w kilku postach, geniusz.
Teraz jak już ktoś wie jak one działają, może zacząć ruchać. Co więcej i przewrotniej: one tego oczekują. NIe oczekują uczuć, "zaangażowania", oczekują typa spod ciemnej gwiazdy który je ostro zerżnie i powie jakimi są szmatami. Bo taki niegrzeczny chłopiec jest najfajnieszy. Jakoś nie za bardzo mi się chce wbrew sobie przyjmować taką rolę szwarccharaktera dla uzyskania doraźnych korzysci w naturze, ale tak jest. Jak w takim wypadku traktować je poważnie? Jak wchodzić w dialog? Nie wiem, naprawdę nie wiem i jest to wg mnie istotne pytanie, a nie złośliwość. Czy jest to w ogóle, poza przelotnym i nastawionym na wyzysk kontaktem, możliwe? Naprawdę, należy się nad tym zastanowić, i facet i, na ile może, kobieta. Oczywiście można się bawić nadal w gimbazę, łapiemy za perkusję, ktoś bębenki, ktoś wokal i coverujemy Sonic Youth jak za dawnych dobrych czasów, "love love love" i zapominamy o wszystkich wątpliwościach jakie na drodze życiowej się pojawiły. Niektórzy potrafią na tym nieważnym bilecie przejechać jeszcze parę ładnych stacji i dobrze się bawić, i ok, ich sprawa, mnie jakoś to nie wystarcza.