X teraz zbiałorycerzę w obronie: nie bądź taka na straży moralności. Z kurew o wiele bardziej wolę Marie Magdaleny i takie przyjemniej jest tulić do serduszka ;3, niż kryptokurewki w rodzaju panny Łęckiej lub dziewic udających niepokalane poczęcie,
, od których na kilometr czuć siarką. Poza tym, sam uprawiam kurestwo, tylko, tak sobie je tłumaczę, w bardziej astralnej postaci, korporalne zaś zostawiam zwykle reszcie, bo często brakuje mi do niego śmiałości. No, i jeszcze, kurwa musi się ze swoim kurestwem dobrze czuć, nikt jej za to po ramieniu nie poklepie, najwyżej gdzieś indziej, w tym też się zasadza istota zuchwałości, nieprawdaż?
Chciałbym tym postem wyczerpać temat kurestwa, bo już mi od tego słowa cierpnie język, zdecydowanie bardziej wolę jego warianty: dama, pani, madame, mademoiselle, seniorita.
Ehhh, Pani , jak Cię nazwać?, nie wiem, za słabo Cię znam, musiałem, musiałem odtańczyć taniec zwycięstwa, nie odbieraj tej satysfakcji małemu chłopca we mnie bawiącego się w kowbojów i indian z pióropuszem. Wiem też, ile to wszystkie strony kosztuje, ten cały ambaras, ale z niego może wyniknąć coś, tak, tak, DOBREGO.
Więcej nie piszę, bo każdy następny taki post i mój, i Twój to robienie sobie kolejnych ran na przedramionach, a nigdy nie byłem EMO. Ranienie sprawiało mi przyjemność do momentu poczucia ziszczania się sprawiedliwości, nawet jeżeli wykraczałem poza swoje kompetencje, a poczucie krzywdy urosło do niebotycznych rozmiarów, kiedy zostało zasadzone jedynie nasionko. Jak mówiłem, emocje niewymiernymi są.
, teraz sprawia ból, takze i mnie.
Odbierz skrzynkę proszę. Napiszę tylko raz, ok? A ty ocenisz, co dalej. Napiszę wieczorową porą (strefa czasowa Europa Środkowo-Wschodnia). Na tym zakończyłbym również korespondencję rzabczańską i w ogóle działalność na rzabczanie. Tym razem nie żartuję.
Kijanka pływającą w tym samym bajorze przez lata to godny pożałowania widok. Jeżeli okaże się, że, ponieważ mogę być tutaj jawny, podpuściłaś mnie jedynie (hahaha, może to byłoby najlepsze!), wtedy wracam do przygotowań, wracam na moją ścieżkę, pewnie w większości w samotności, bo do niej przywykłem, i do swojego Grandeur Planne! Plan który mi samemu nie do końca został wyjawiony. I który może się okazać zupełnym fiaskiem. Jeżeli staniesz się jego częścią, nie statystą, a uczestnikiem i razem z nim, razem ze mną tym razem przegrasz naprawdę, to ja, naprawdę, będę miał Cię na sumieniu. Dlatego powtarzam wciąż i wciąż, "Życie to ryzyko", ja już się z tym liczę, ale nie mogę wymagać tego od postronnych i niezainteresowanych. Jeżeli zainteresujesz się to. . . chyba nie trzeba dalej mówić, X była wystarczająco rozsądna i może na tym lepiej wyjść.
Nie wiem, czy Cię to urazi, ale w obu ewentualnościach, ew. "tak" oraz ew. "nie", będę czuł się hmm, zwycięzcą? Nie w sensie "górowania" nad kimś, po prostu każda możliwość jest nęcąca.
NIC NIE JEST TAKIE JAKIE SIĘ WYDAJE.