Widzę że Panie ponoszą koszta, tutaj przeze mnie ktoś ignoruje swoje obowiązki for weeks, chcą się bawić w przecieki, albo w szantaże. Że ja je o coś proszę. To macie, przeciekajcie (to słowo ma tyle wulgarnych skojarzeń, ale dość) : wyślijcie mi fotki swojej cipci piersiątek wzgórka łonowego pieprzyków, stópek, a przede wszystkim, przede wszystkim wyślijcie mi jakąś przepoconą przez kilka dni używaną koszulkę, co bym mógł wdychać jej opary i łapać weny, jak nie mogę wenery. Nie, tak naprawdę nie wysyłajcie mi ich, bo zamiast zająć się czymś poważnym będę fapał for weeks. Czy ja nie pomyliłem kariery? Już na początku sugerowaliście że branża porno to uczciwy zarobek, muszę się rozejrzeć za jakimś studio.
Jeżeli te przecieki to sugestia że wypowiadam się o sprawach prywatnych, buduarowych, na forum publicznym, to koryguję: po pierwsze, raz tylko żartobliwie ktoś mnie obsrał, a kot ma delikatne futerko i musi sam to potem wszystko zlizywać żeby je wyczyścić, i kot ma wtedy nie zawarczeć na coś takiego? Po drugie reszta informacji to generalne refleksje i nie widzę powodu, żeby tylko profesor Izdebski mógł się o tych sprawach wypowiadać bo ma dyplom i tytuł. Zresztą, na co te hektolitry tłumaczenia się? Jakby to dobrze było przyjmować zażalenia bezpośrednio, a nie domyślać się, czy one są, czy ich nie ma. Ale z Wami inaczej się nie da!
Ja tego nie robię dla lulzów i keksów, one tam jakoś pojawiają się przy okazji i osładzają tą żmudną robotę wyjmowania prawdy na wierzch, a od tego zaczyna się zmiana. Wiem że to może trafić do różnych osób, może przeciec, no i co? W najgorszym wypadku zostanę personą non gratą, będę mógł usiąść zawsze tylko NA CHWILĘ, może coś jeszcze i nie widzę większych konsekwencji swych czynów. Może jestem krótkowzroczny, a konsekwencje będą wychodzić jak potwory z szafy i co wtedy? Zapalę światło.
Zresztą, mówię o tej PRAWDZIE jak by to była czyjaś wina, a może to po prostu tak świat jest ułożony, tak hormony uderzają, never ending walka klasowa i tym podobne rzeczy i gdzieś pośrodku tego wielkiego zgiełku, tego Ragnarok znalazł się jeden pravichek co wyszeptał "Oy Gevalt!".
Deklarowałem się że jestem niekorumpowalny, ale zostaje jedna rzecz: wasze tumblre, naprawdę lubię je przeglądać. Komiczna słabość. Inteligentne to Wy jesteście, na swój żeński sposób którego nie, pardon, zgłębiłem. Tylko nie przejmujcie się zbytnio, jeśli mogę zasugerować, że je czytam, bo wtedy się będą stawały tendencyjne (tak to się chyba mówi?). Poza tym już jestem na drodze do uporania się i z tym, bo jak sąsiad zapyta co czytam i powiem że te tumblre, to znowu mnie nazwie bedałem.
Lubię, lubię te szermierki, te wymiany, ja też w ten sposób ładuję swoje akumulatory (ayy, powiedziałem zbyt wiele!), ale one też mają swój koniec, tzn. o tym już prywatnie pisałem: Korybut Wiśniowiecki zginął na Wersalu bawiąc się w nie, czy chcecie zgotować mi ten sam los? Tutaj pułki kozackie się zbroją, tutaj Sicz Zaporoska matko boska!, a ten co? Szuka słów we francuskim żeby zaimponować hrabinie Plumalą. Korybut, tyś nam przykład dał, jak przegrywać nie mamy (tfw no Korybut).
Acha, odeprę ostatni zarzut: bezbożności i bezczezszczenia. Po pierwsze, ono jest bardzo delikatne. Po drugie, nie narzucam się z nim nikomu; rzabczan to takie miejsce mało uczęszczane, taka nisza gdzie można się wyszaleć, a nie tłamsić w sobie wszystko. Po trzecie bardzo, bardzo ale to bardzo nie lubię STRASZENIA PIEKŁEM, a ileż razy słyszałem je od pobożnych ludzi, niejednego wyznania, nie tylko chrześcijańskiego. Powiem dosadnie, po latach niebytu i zagryzania warg czy ich złowrogie przepowiednie przekazywane bezkrytycznie z pokolenia na pokolenie wypowiadane z taką pewnością siebie zaczną dotyczyć i mnie: w dupę wsadźcie sobie wasze piekło. Piekło jest często na waszym podwórku (nie będę pokazywał palcami, tylko uderzyłem w stół, a już u kogo nożyce się odezwą tego sprawa).
Chyba nic więcej nie zostało. Taka moja natura, że kuszę samym swym byciem, ale otwarcie kusić nikogo nie będę. Jak ktoś pokusom ulegnie, zapraszam z otwartymi ramionami! Każdy powód jest dobry, by rozpętać Zmianę. Ale też niczego nie obiecuję, poza tym co już naobiecywałem.