please allow me to introduce myself
Przemycam zaułkiem, jeśli istnieje, taka byłaby jego wola.
Kwestia Szatana, Lucyfera, Pana Mroków, Mefista, Wolanda (moja ulubiona manifestacja ciemnej siły, szarmancki pan z laseczką) zasługuje na oddzielny wątek.
A zanim zacznę, nie wydaje wam się interesująca taka interpretacja, albo takie,hmm, taka "radziecka inwersja": podchodzi anioł do spoconego Terlikowskiego w Łazienkach i mu zaczyna nawijać o "Mistrzu i Małgorzacie", a Terlikowski na to: "Panie! Toż to fikcja literacka!".
Uwielbiam Wolanda, przez pewien czas oddawałem mu cześć. Mam nadzieje że załapujecie ten żart? Bo ja nie załapałem. . . Próbowałem go prześcignąć na wszystkie sposoby i, choć to nie wypada się tak ujawniać, on gonił mnie. A miałem wyraźnie przesłanki by sądzić, dlaczego mnie goni, lecz to już pomiędzy nim a mną.
Lucyfer jest postacią wspaniałą i naprawdę wyzwala. Ale jako kto wyzwala? Nie wiem, nie czytałem na tyle dobrze Biblii, nie czytałem opracowań o nim. Nawet nie czytałem Biblii Szatana. Ale ta postać, strąconego do na Ziemię z Nieba i bawiącego się w partyzantkę rebelianta jest doskonała, i tak jak próbuję się go wyrzec, tak jak wypowiadam te słowa to tak jakby czuć, jakbym nie mógł. Przynajmniej postaram się uzasadnić.
Lucyfer cierpi. Przeżywa męki, prawdziwe piekielne katusze. One odbijają ślad nie tylko w jego psychice ale i ciele. Mimo tego zachowuje piękno. Dlaczego cierpi? Bo powiedział fakju panu bogu, kiedy zauważył, że pan bóg gra z nim w kulki. To nie musi być sytuacja epicka (dopiero potem nabiera epickości) , to może być sytuacja egzystencjalna każdego z nas pojedynczego szarego człowieka. Zostajemy zdeptani, sponiewierani przez ludzi wszystkich wyzwań, także ateistycznej, przez ich świątobliwość, przez ich karmę, grzech, piekło, niebo, kłamstwa. Nikt nie chce nam pomóc. Jesteśmy sami, ze swoimi myślami i z nimi możemy pożegnać się z tym światem, a świat nas takimi zapamięta: idiotami, debilami, zaprzańcami, gburami. Takimi byliśmy, bo nie umieliśmy grać w zasady, jakie nam świat narzucił.
Wtedy nad takim nieszczęśnikiem pochyla się On. On wie, bo sam to wszystko przeżył, co taki ktoś przeżywa. On czuje do niego, tego maluczkiego spierdona, empatię. Jak nikt inny. I udziela mu, kapka po kapcę, swej mocy. Jednocześnie daje mu autonomię: rób z tą mocą co chcesz. Jeżeli wykorzystasz mnie jak kurwę, tak jak pan bóg, i wyruchasz jak wielu przed tobą, to ja też, w zamian, cię potem wyrucham i chop do piekiełka, które myślałeś, że istnieje tylko w bajkach boga. Ale jest też inny wariant, tylko nie wiem czy ty się na niego piszesz… przetestujemy cię.
Bo widzisz, ja tu prowadzę walkę z panem bogiem, a pan bóg nie jest taki dobry, jak go malują, a ja taki zły, jak malują mnie. Tak jak i ty nie jesteś taki zły, jak malują ciebie, ja cię rozumiem, mam nadzieje że dzięki temu i ty zrozumiesz mnie. Mało mnie tak naprawdę obchodzisz, ale ja walczę z panem bogiem i możesz zagrać w mojej drużynie. Jak się zdasz na coś, to może coś z tego DOBREGO wyniknie, jak nie, jak się splugawisz, to wyniknie coś ZŁEGO ale tylko dla ciebie, bo ja sobie dam radę.
W ten sposób zaczyna się niebezpieczna gra.W ten sposób zaczyna się "Live life to the fullest" bądź "Life fast die young", a ty wybierasz, ja Ci daję Wolną Wolą, której pan bóg w swoim miłosierdziu chce cię pozbawić. Ruszaj. Pokaż im, że nie są tacy dobrzy jak im się wydaje. Pokaż im, co to znaczy być moralnym, bo już zapomnieli!