Teraz o mężczyznach. W nich też siedzi dużo zła. Nie zapominam o Was kochani!
Ten wątek chciałem poświęcić, na krótko, imś Panu Twardochowi. Którego postać zgłębiałem co jakiś czas posiłkując się wywiadami. Jedyna książka autora Szczepana Twardocha to "Wieczny Grunwald" i nie będę pisał z niego teraz recenzji, podobał się dla mnie, ale potykał o niepotrzebną egzaltację
Pan Twardoch reaguje jak wiele pobożnych ludzi, jak widzi diabła w nieuprasowanej koszuli, słowami: "You fucken people make me sick". Zrobiłeś mnie niejeden raz sick, o przepraszam, Panie Szczepanie, Twoją obłudą, która dzięki marce dobrego literata trzymała się jeszcze ledwo na zawiasie. Pan Szczepan wypowiada tezy o znaczeniu fundamentalnym, ale ponieważ w dzisiejszym konsumpcjonistycznym świecie traktuje się je jako dobry towar, a nie coś na poważnie, jego kłamstewka przechodzą przez sito. Aż tu trafił na takiego Djawola, co mu to wytknie: ciekawe czy skropi go święconą wodą, czy też uzna za godnego rywala? Ale bez ogólników, do konkretów, tylko nie będe jeszcze raz zaglądał do źródeł, z pamięci:
- Niepotrzebna egazaltacja, Pan Twardoch myśli że zdobył alchemiczną formułę na mówienie o rzeczach których się nie przeżyło, nawet najbardziej epickich, przekonująco. Literatura daje takie złudzenie, szczególnie tym, którzy się czują nad nią panami. Mówię wszem i wobec: w egzaltację, w te stosy trupów, w te samobójstwa, i inne nie wierzę. Wierzę natomiast, że Pan Twardoch dwa razy by się zastanowił, zanim nie podpisał volkslisty.
Pan Twardoch jest oportunistą. W wywiadzie dla 20m2 mówił, że teraz jest epoka mężczyzn, nie kobiet i że z kobietami najlepiej się czuje, a jak znajdzie jakiegoś wartego uwagi pana, to jest jak rzadki okaz zagrożonego gatunku. Rozumiem Pana, Panie Twardoch, też się z kobietami dobrze czuje, ale czy one ze mną? Nie wiem. Natomiast jeżeli przy tym zapomina się o kobiecej naturze, i jej ciemnej stronie, ponieważ tak wypada, to mi wypada o tym wspomnieć.
W końcu mówi Pan Twardoch, dzieli ludzi na tych, w tym wywiadzie. co "umarli w środku" i na tych co nie umarli w środku. Poczułem się dotknięty, bo trochę umarłem w środku, mam nadzieję że jako postać literacka jego książek nie skończyłbym internowany.
Poza tym łączą mnie z Panem Twardochem więzy bardziej prywatne, których nienawiązywałem, a których z łatwością może się wyprzeć, ponieważ jako literat używał metafor i aluzji. I jeszcze mnie wpakować do psychiatryka. Zresztą, czy to nie paranoja? Ale czy paranoja nie jest nektarem literatów?
Powinien mnie pan zrozumieć, Panie Twardochu. Powinien Pan też zrozumieć, że nie z pobudek osobistych się tak czepiam.
To już czyste efekciarstwo, ale napisanie tej wiadomości zajęło mi jakieś 12 minut. Dalsze efekciarskie zdanie: widzi pan, ja nie uprawiam literatury, ja uprawiam życie ( i seks oczywiście!!!)