[ home / board list / faq / random / create / bans / search / manage / irc ] [ ]

/rzabczan/ - Halo! Czy zastałem może Antoni?

HALO??

Catalog

E-mail
Komentarz *
Plik
* = pole wymagane[▶ Pokaż opcje posta oraz limity]
Confused? See the FAQ.
Opcje
Hasło (Do usuwania plików i postów)

Zezwolone typy plików:jpg, jpeg, gif, png, webm, mp4
Maksymalny rozmiar pliku to 8 MB.
Maksymalne wymiary obrazka to 10000 x 10000.
Możesz wysłać 1 obrazków na post.


File: 1457439424514.png (106,05 KB, 511x1225, 73:175, interesujące.png)

 No.67859

To ostatni mój post na rzabczanie, a jak mówię ostatni to mam to na myśli, ponieważ determinacja w utrzymaniu tego postanowienia to chyba jedyne, co jeszcze pozwoli mi zachować ułudę, że nad czymś panuję. Najgorsze jest uczucie i najbardziej skrywana tajemnica, że wcale nie czuję się podmiotem w tej historii, co nie oznacza rzecz jasna, że mogę za nią się zbyć odpowiedzialności. Ten artykuł z tumblra, opowiadanie, napisane rok temu, skąd ten ktoś, ten Greg wiedział? I wiele, wiele innych takich poszlak znajdujacych się na szlaku. A jednocześnie nie mogę powiedzieć, żeby treści podsuwane mi pod nos jakoś nie zgadzały się ze mną, tym co uważam. Nadal uważam , że to wszystko co się dzieje jest słuszne, tylko że, hmm, chciałem sobie wręczyć za to order, a nie mogę. Nie moja zasługa.

Przecież jak czytam te tytuły, to jakby ktoś dla mnie i za mnie skomponował tą urokliwą historię. Dobra, "tytuły te to przypadek", klikam w pierwszy z nich a tam David Bowie "Rebel Rebel" song. Bowie tak się do świateł jupiterów przyzwyczaił, że jeszcze z zaświatów puszcza zajączki. Jak ja w ogóle na nie trafiłem, te artykuły? Przypadkiem, niby, wodzony myszką na pokuszenie. Ale trafiłem i to teraz.

Tak, czuję solipsyzm, niby świetnie wszystko gra, a tak naprawdę tak jakby wcześniej wszyscy czytali scenariusz, a ja się dopiero o nim dowiaduję. I nikt mi nie raczył powiedzieć o nim, żeby nie psuć dobrej zabawy. Żart z długą brodą.

Powiedzą, "paranoja", tyle że ja wiem więcej, bez kokieterii, tak uważam mimo wszystko nadal, choć wchodzi to w paradoks z tym co powyżej. A może wiem mniej? Co mi daje poczucie że wiem więcej: że cały świat zrepostował rzabczana? Hmm. A już myślałem, że paranoji będzie koniec. Muszę sobie odświeżyć jej definicję, zaraz, skoczę do Słownika Wyrazów Obcych Jego Królewskiej Mości Kopalińskiego. Jak zwykle w momentach takiego powątpiewania. Kopaliński autorytecie za dychę, uspokój mnie.

1. «choroba psychiczna charakteryzująca się stopniowo pogłębiającymi się logicznie powiązanymi urojeniami, ale bez większych zmian osobowości i bez osłabienia intelektu» (zastawiłem pułapkę, dociekliwego czytelnika ta definicja powinna wprowadzić w paranoję, by dokonał syntezy słowa pisanego z doświadczeniem, nie wiem czy ten sztuk się uda)

Cholera. Ale przecież inni też mają paranoję, mają, nawet jak nie tykają jej i ich zapewnią, że ona nie istnieje w ich przypadku. Może paranoja to przywilej zdobywców, ludzi odkrywających nowe lądy?

Gdyby tylko ktoś mógł mi dać jakiś niepodważalny dowód, a ja jemu. Dziwowiska się dzieją na tym świecie. Profesjonalista powinien grać "Poker face", ale ja nie jestem "Miracle worker".

Po co to pisze, po co sie tlumacze? Ze nie dla atencji to mamy juz wyjasnione. Moze zeby pokazac, jak wyglada swiat oczami paranoika? To mniej optymistyczny wariant, drugi, bardziej optymistyczny, to jak wyglada swiat oczami tego kto sie wspial na szczyt, na ambone i z niej wypatruje, ale nie poucza.

Wiem! Wiem! Ktoś robiący w SEO w Google tak wypozycjonował teraz te strony pod hasłem "tnie w karty", że na takie się trafia, a inny webmaster już ułożył na chybcika tą listę. Internet daje takie możliwości, potem wszystko się rozejdzie po kościach i powróci do pierwotnych form. Na pokaz zrobione. Bez tego bodźca nie byłoby powyższych akapitów, zawsze coś. Dzięki tej eurece mogę teraz spokojnie zacząć jeść obiad.

źródło: http://greglike.tumblr.com/mgzn

 No.67860

Poprawka, ostatni raz w tym tredzie, a ten tred będę rozwijał bo to się robi /x/ :

"Ona mówi, że jestem prawdziwym hipochondrykiem. Pierwszej klasy. Nawet nie wiecie ile musiałem poświęcić, by zrozumieć, że zamiast wszystkich chorób świata, o których mam mniejsze lub większe pojęcie, mam tylko jedną. Tę do której właśnie Ci się przyznałem czytelniku. Robię to wbrew swojemu przekonaniu, bo zgodnie z nim jestem śmiertelnie chory. Ale skoro ona tak mówi, pewnie nic mi nie jest. Jestem nerwowym człowiekiem – ten wyjątkowy typ nerwowości odziedziczyłem w genach. Nerwica, hydroksyzyna, urojone zawały i wielki cyrkowy szpagat na posadzce pogotowia, który obrósł mi w tak rubaszny komizm, że pod postacią anegdoty stał się moim popisowym numerem. Wszystko to przyszło mi w spadku. O takie rzeczy bywam spokojny. Bywam wręcz nudny o takie rzeczy. Ten wyjątkowy rodzaj spokoju odziedziczyłem po pokoleniach śmiertelników. Pogodzonych i przepełnionych akceptacją. Bo przecież nikt po drugiej stronie niby nie wraca i nie skarży się. Nikt nie chce się napić piwa, ani grać w gry planszowe, nikt nie chce kupić sobie kota, ani nie narzeka, ani nie chodzi do pracy. Nikt się nie skarży. Mają taki luz, że nawet nikt nie raczy przysłać nam oświeconych recenzji wszystkiego tego co publikujemy w Niebie. Bo jak mówi mój osobisty Blake, wszystko to co napiszemy z miejsca publikowane jest tam i spodobało mi się to, bo wydawca potrafi być czasami kolejną z chorób, na które cierpisz. Zakładam też, że jeśli już się jest w Niebie to ma się trochę większe pojęcie o wszechrzeczy. – Hej, jeśli to czytacie nieboszczyki, rzućcie choć jedno słowo, naprowadźcie trochę. To byłby raj. Bez urazy Drodzy Zmarli Czytelnicy"

"Nie wiem, czy to na tym polega. Narzekanie rozładowuje stres. Polacy powinni żyć wiecznie, gdyby tylko narzekali pięknie. Zakładam, że kiedy jesteś trupem nie jesteś pewnie narażony na wiele sytuacji stresowych. Jesteś poza cywilizacją, jesteś członkiem niebiańskiego klubu. Jesteś poza wszelkimi cywilizacyjnymi wadami ukrytymi i nabytymi. Narzekanie to jest zadanie tych, którzy są pomiędzy nami – chciałbym mieć płonące podeszwy butów i przestępować z nogi na nogę, idąc nerwowo, ale pełen ekscytacji, na zachód, na wschód, na południe i północ. Ale miast tego mam echa serca, szmery w płucach, kłucia i bóle, a wszystko to jest fantomem postaci, którą stworzyłem, którą boję się stać, i którą nigdy nie będę. Przez to wszystko będę wreszcie kimś kogo nie znam. Kto nie ma moich problemów. Ale przecież trochę strach umierać. Nie lubię komplementów. Czasami boję się, że nie wierzę Boga, tylko po prostu boje się umrzeć. Czuje strach przed należnością do klubu. Że nie dam rady, że nie osiągnąłem niczego pokaźnego, że jestem tylko arkadyjskim pierdzielem snującym się po parkingu. Tymczasem, snując się tak w przerażeniu, snując się ku stracie czasu, uświadamiam sobie, że najgorszym jednak moim problemem jest to, że wcale mi się nie umiera. To tylko kaprys, nad którym nie panuję. Brakuje mi Zen. Brakuje mi porządnego kopa w łeb. Brakuje mi Kadyszu. Brakuje mi japońskiej duszy i niemieckiego szaleństwa. Niemieckich wysokich butów. Oczytanych znachorów, który stukną się ze mną przy stoliku. Nie potrzebuję lekarzy. Nie chcę żeby żaden z moich przyjaciół ich potrzebował."

źródło: http://greglike.tumblr.com/post/89873325553/jedna-choroba-kt%C3%B3rej-nie-mam

ktoś mnie niszczy bystrym umysłem i lustruje, Przyznać się. Chyba nie ten Pan w miniaturce z papierosem w ustach.


 No.67861

Hie hie, nie przyzna sie autor do tekstu, anonymus. Nie przyzna się bo bym mu tą tajemnicę wydarł i znowu był o jedną tajemnicę bliżej do raju.


 No.67862

Tylko ten cały tekst też ma swoje dziury, też jest perforowany, dziury w które mogę włożyć benis i go przelecieć. Np.:

>Przez to wszystko będę wreszcie kimś kogo nie znam. Kto nie ma moich problemów. Ale przecież trochę strach umierać. Nie lubię komplementów. Czasami boję się, że nie wierzę Boga, tylko po prostu boje się umrzeć. Czuje strach przed należnością do klubu. Że nie dam rady, że nie osiągnąłem niczego pokaźnego, że jestem tylko arkadyjskim pierdzielem snującym się po parkingu.

No i tu się odzywa arkadyjska cnotka/cnotek snujący się po najlepszych piętrach domu towarowego. A pierdziel mu pierdzi. Fuuuj! Wyciągam dezodorant z kabury!

Poza tym, co to jest "boję się umrzeć" i to tylko trochę? Ależ to gramotne, ależ niezwykłe. Trochę. Nie ćwiartkujmyna ludziach strachu przed śmiercią, bo to jest wiwisekcja. To ludzi sprawa na ile się boją. Oni mają geigera. Kontynuować?

Zaraz obejrzę.

A wiem, wiem! Autor zazdrości tego stanu! Stanu na krawędzi, stanu Jamesa Deana, który zaklęciem czas zatrzymał tuż przed kraksą. AJ! nie ładnie! "A

mnie tu obowiązki gonią, a ja bym tak chciał" - tak sobie przedstawiam co autor ma na myśli.

Zaraz podejmę się jeszcze interpretacji, ale taki dobry tekst! Jeżeli byłem lub to co zrobiłem dla niego inspiracją, to warto było!

> Ciągłe bicie rekordu złośliwości.

Można się na tym wybić. Autor/ka tekstu się na tym wybiła i myślał/a że ma monopol.

>Ale ja nie pójdę, bo przecież gdy mnie doktor zobaczy, od razu powie mi, że umrę. Że umieram. Że to już się zaczęło i właściwie wszystko poza tym się kończy.

Od dupy strony zacznę: "właściwie wszystko poza tym się kończy" to materializm dialektyczny, a niby jesteśmy po transformacji. Co się zaczeło? Co się kończy? Myślenie małego człowieka. Jak doktor powie, to tak się stanie! To rozkaz! Proszę umierać! Mam taką parabolę wziętą z książki Anthony'ego Demello, zakonnika, pewnie znacie: w murzyńskiej wiosce był czarny kamień, i wierzono, że po jego dotknięciu się umiera. Raz jeden chłopak dotknął kamień, i tak w to uwierzył, jak opisuje De Mello, że umarł. Czy autor tekstu czuje się murzynem, czy jest rasistą umierającym od czarnego kamienia, jak go mu doktór pod nos podstawi? Autor wierzy w zabobony, a wierzy tym bardziej, jeżeli mu je wykłada biały człowiek w fartuchu. Rasista.

Aaa, muszę zapostować nim skonam by wyszło na moje, mueszem!! Bo potem jak autorka powiedziała nic, potem nic nie ma tylko wieczne żałowanie czego się nie zrobiło.


 No.67863

>Matko boska, po prostu to odwlekę – Myślę sobie. - Skoro oni nie widzą mnie, jestem jeszcze dla nich niewidzialny. Póki co jestem bezpieczny. A potem - „O, Panie Like, w końcu pan się zdecydował. Zostały panu dwa miesiące życia.” - A mogłem poczekać jeszcze trochę. Jeszcze miesiąc. Wtedy miałbym jeszcze całe trzy.

Tyle razy zapraszałem na herbatę i na kawę i nikt nie przyszedł, to moja wina że jestem niewidzialny? Mam tu przed kimś zrobić striptiz? "Pierdolony śmieć czuje się bezpieczny ale ja bym mu bejsbolem przyjebał to nie dwa, nie trzy a tylko miesiąc by mu został!" . Wiem że jesteśmy na stadionie, ale darujmy sobie te maniery;


 No.67864

>Mam chyba z pięć lat i nie mam jeszcze pojęcia o tym, czym jest śmierć

do tej pory nikt mi tak dobrze nie tłumaczył jak autor tekstu, zaczynam rozumieć. A autor wie, że słowa zabijają? Naprawdę, nie w przeności? Czy może ucieka od tej prawdy i pierdzieli do mikrofonu co mu ślina na język przyniesie, sądząc że mu to ujdzie płazem? Ależ się ten autor wymądrza, ile rozumków pozjadał na śniadanie?


 No.67865

Ten tekst ma za dużo intertekstualnych odniesień by był przypadkowo napisany, jest pisany o mnie i tym co piszę ja. Teraz tylko nie wiem, do końca kto, ale poznaję ten bezceremonialny styl. Odpowiem równie zagadkowo:

Zaskakująco dobrze potrafi Pan , autorze, łączyć wizerunek swojej córki ze słowem "pedofil". Widziałem w jednym teledysku o prezydencie. To taka fajna transgresja? Jaki duchowy poziom w rozwoju, pan i pana widzowie, osiągają słuchając takich rzeczy? Mnie łapie lekkie obrzydzenie, bo to jest też ekshibicjonizm, wykorzystywanie nieświadomości pięciolatka i parę innych. Łapie mnie obrzydzenie, widać moja wrażliwość jest zbyt wybiórcza.


 No.67866

Chcę przez te posty powyżej powiedzieć, że to może nie mnie Anioł Śmierci regularnie wizytuje, a autora tekstu. Sugerowanie za sugerowaniem. Proszę tego Anioła nie nasyłać na mnie.

Czekam na słowa "Kończ waść, wstydu oszczędź" , ale coś mi się dłuży.


 No.67867

>Teraz pilnujesz, żeby nikt nie zajął jej krzesła, mówisz do niej o poziomkach, czy o czymkolwiek co nie ma nic wspólnego ze śmiercią. Chcesz, żeby nie miała twojej siły i wiedzy, że jedziesz się właśnie pożegnać. Że on czeka jeszcze tylko na ciebie, a potem maszyna przestanie pompować w jego oklapłe płuca powietrze i jego klatka piersiowa przestanie świszczeć tak beznadziejnie, a lekarka powie, w końcu, że to już. Kiedy wrócisz do domu przypomnisz sobie wiele rzeczy i pójdziesz spać. Przypomnisz sobie jaką książkę czytał ten rudy facet, któremu przetaczali krew łóżko obok, przypomnisz sobie dziwacznie złożone w jedno zdanie słowa: „Ani nie polepsza się, ani stan się nie zmienia”.

Autor minął się z powołaniem, zamiast literaturą, należało parać się medycyną. Wtedy może by leczył, a nie truł, a tak truje i truje i to robi się nudne.


 No.67868

>Tej wiosny poczujesz go pierwszy raz dopiero kiedy będziesz szedł za niedorzecznie brzęczącym meleksem wiozącym urnę. Choć powinna to być trumna. Nie patrzysz do grobu, bo podobno zmarli ściągają wtedy do siebie

Znowu złe życzenia, wysysam je swoją rozwijaną rurką jak trupia główka nektar ze świeżo wykwitłych wiosną mleczy. Autor zaglądał do tej trumny? Czy autor sobie uroił, że zaglądał i teraz pierdoli kazanie innym, że nie wiedzą jak w środku jest wysadzana różnymi fajnymi kruszcami?

Autor zachowuje się jak w przedszkolu. "eee, a wiesz co???" "A bo ja to widziałem antylopy w ZOO!!! A ty nie!!!". Skończ wreszcie to przedszkole autorze.


 No.67869

>Patrzyłeś do karygodnie zaniedbanych grobowców na Cmetarzu Père-Lachaise bo jeszcze nie wiedziałeś, że tak jest. Wtedy byłeś bezpieczny.

A szczególnie:

>Wtedy byłeś bezpieczny.

ale mafijna odzywka. Już nie jestem bezpieczny, koniec. Benjamin Franklin powiedział: poświęcając wolność na rzecz bezpieczeńśtwa nie zyskujemy ani jednego, ani drugiego. Miał łeb na karku, Żarzyła mu żarówka.


 No.67870

Własnym sumptem nagrałem, to będzie szlagierem. Tytuł: "Tango Danse Macabre".

http://vocaroo.com/i/s1qftg6kJwVz


 No.67871

File: 1457446531493.jpg (252,08 KB, 960x683, 960:683, perontotakidyktator.jpg)

Repostuję. Nic nie zatrzyma peronu.


 No.67873

File: 1457453150330.png (170,9 KB, 645x369, 215:123, ccc.png)

https://www.youtube.com/watch?v=QAhTMkXAPUk

Do autora tekstu: tak, moje ciało jest już pokiereszowane jak u wilka morskiego z zaawansowanym szkorbutem, ale co się po morzach napływałem, jakie dalekie krainy zwiedziłem to moje.


 No.67875

File: 1457487653468.png (103,55 KB, 863x586, 863:586, grananerwach.png)


 No.67877

File: 1457509882725.jpeg (35,81 KB, 500x443, 500:443, lotnadkukułczymgniazdem.jpeg)

Daj mnie się jeszcze trochę ponacieszać tą Wiktorią, nie odbieraj tej satysfakcji małemu chłopcu we mnie. W tym momencie to jest dla beki. Puść jakiegoś mema, że wszystko dobrze.


 No.67878

File: 1457511405170.jpg (64,09 KB, 540x960, 9:16, errarehumanumest.jpg)

Mój były pracodawca, który dopuścił mnie do arkanów swej sztuki, potem tymi że arkanami powiedział mi na swój uroczy sposób "won", a teraz ja na niego zarzucam arkan, puścił do mnie oczko (Nawet z czasoznaczkiem! Kultura czanowa się krzewi).

Oczko pt. "Artysta też człowiek". Rozwinę tą krótką myśl. Człowiek jest zdolny i do wielkiej zbrodni i do wielkiej dobroci. Jego Wolna Wola, o której niejednokrotnie wypowiadał się Pan Lewandowski (czytałem, niecałą, "Pochwałę herezji"), rzekomo istniejąca, pozwala mu dokonać wyboru między jednym a drugim. To czy jest artystą czy nie decyduje tylko o skali zjawiska: sztuka może zarówno dokonywać masowych ludobójstw, jak i podnosić ludzi z klęczek. A jest w tym na tyle chytra, że nie można jej niczego zarzucić, bo nie posługuje się środkami wyrażonymi wprost. Jeżeli poprzez "Artysta też człowiek" mój były pracodawca chce powiedzieć, że ma on jakiś, artysta, bohemiarski immunitet i nie można go tykać, to właśnie obalam tą tezę.


 No.67879

>>67878

>czasoznaczkiem

kciukoznaczkiem, tylko nie jestem pewien czy to kciuk, ale wygląda na kciuka.


 No.67880

>>67878

>pracodawca

też nie wyraziłem się do końca precyzyjnie, był Pan dla mnie także w dużej części mentorem, tymbardziej byłem zawiedziony tym co Pan później "w kuluarach" powyczyniał.


 No.67881

File: 1457515055243.png (540,32 KB, 654x1135, 654:1135, nieśmieszne.png)

Ile w tym prawdy, ale Pani Dorota nie da sobie pomóc. Jest zbyt dumna. Odgrodzi się jeszcze bardziej w swojej Wieży z Kości Słoniowej, do której nie dolatuje orzeźwiająca woń smrodu.


 No.67927

File: 1457949667496.png (108,21 KB, 505x824, 505:824, atuciemam.png)

Autor/ka kontraatakuje, nie pozwólmy jej zatriumfować. DJ, dajcie się ludziom śmiać ze swoich błędów, jako i ze mnie się śmieli przednio, to dobry uczynek jest tylko, i zmazuje nie tylko nasze, ale i pozostałych grzechy. Nikt ma nigdzie nie zwisać, nie mam jeszcze takiej władzy absolutnej, ale jak ją zdobędę, to was powsadzam w kaftany, ew. z waszymi chłopakami i nie pozwolę odwalić żadnej inby. Tylko was trochę pogilgotam jak będziecie tacy znieruchomieli. A autor/ka mi w tym momencie tylko wznosi pomnik trwalszy od spiżu, rób to dalej sztukmistrzko! Dopiszę Cię do napisów końcowych!

Zewtel, ty tam leż sobie w łóżku z tym chłopakiem co go opisuje autor/ka, ja tylko za dwa lata wróće i za was oboje wzniosę okrzyk orgazmu.

źródło: https://lebioda.wordpress.com/page/55/

DJ, wiem, że te posty są prześwietlna i dobrze! Niech wiedzą. Jak przypomnicie sobie o moich jakichś błędach, gafach, niesmacznych żartach - piszcie o nich na rzabczanie. Naprawdę. Tylko w jakimś, jak się da, dobrym literackim stylu. Może czegoś się o sobie dowiem. No i pamiętajcie, że nie tylko ja to będę czytał: tu nie chodzi już o reputację, tylko też o ludzi, którzy mogą mieć nas za Delficką wyrocznię. I owszem, czasem się tak czuję, ale wolność i branie odpowiedzialności za siebie polegają na tym, że Ci, którzy wolnymi lub wyzwolonymi się czują, nie mogą obwiniać i oskarżać potem swoich wyzwolicieli, że spieprzyli robotę. Lejtmotywem tego całego przedsięwzięcia zawsze było: nie chcesz, nie zaglądaj, jak na strony pornograficzne. A mimo to jednak ludzi ciągnie . . .

Kolejna uwaga: to jest dialektyka, to jest dyskusja: jeżeli jakaś święta figura, autorytet się jej nie oprze, nie oprze się wyartykułowanemu merytorycznie krytycyzmowi, to do kogo tu mieć pretensje? Jeżeli moja krytyka jest chybiona, a ktoś za nią pójdzie, omijając przy tym kogoś lepszego, kogoś kto ma więcej do zaoferowania wiedzy, to znaczy, że ten ktoś nie był wart takiego wyznawcy, zwolennika. W takim wypadku dopiero jak przekroczy mój próg, to wtedy może natknie się, stopień wyżej, na kogoś mówiącego bardziej do rzeczy.

A, znowu Peter Carey i jego "Święty Spokój" mi się przypomina. Jest taki moment w książce, że po swoim "Syndromie Piekła" główny bohater powoli przestaje z niego wychodzić, opuszcza go paranoja, pija beztrosko herbatkę na werandzie. Któregoś razu wspina się na jakiegoś eukaliptusa na miedzy z sąsiadami i spada z niego, lądując na gałęzi w pozycji wisielca z kart tarota. Pozycja ta daje mu niezłą perspektywę: widzi cały dom, a w nim: jego żona uprawia seks z jego młodszym współpracownikiem z pracy, a jego córka robi miłość francuską jego synowi (przyszłemu wielkiemu dilerowi dragów) za porcję hehehuany. Wtedy nasz główny bohatera powraca na ściężkę piekła i swoich wcześniejszych konspiracyjnych teorii z piekła rodem. Jak myślicie że to wszystko zmyślam, przeczytajcie tą książkę i kierujcie uwagi do Pana Careya, że to on zmyślił. Nawet jeśli, to bardzo mi ten wymysł działa na wyobraźnię, dobrze że za niego nie musiałem robić laski Panu Careyowi.

"Faktycznie.Siedzisz sobie człowieku (mam na myśli siebie) w jakimś Pierdziszewie i do głowy ci nie przyjdzie że gdzieś tam ktoś burzy twój sielski świata ze Świerszczykiem i Misiem Uszatkiem.I to uważasz @umabauman burzy nie przy pomocy bomby a pióra i papieru.

Facet o którym 99.99 % ludzkości wogóle nawet nie słyszało bazgrze coś na papierze i teoriami karnawalizmu z dziwanczą symboliką (ciężarna śmierć) wywiera przemożny wpływ na życie większości mieszkańców planety.

Bachtin był ideowym ojcem pieriestrojki a konkretnie realizatorzy pierestrojki byli zafascynowani jego filozofią.Nawiasem mówiąc specjalnie w tym celu (zafascynowania) mimo sprzeciwów wielu wpływowych dostojników Andropow sprowadził Bachtina z prowincji gdzie przebywał na "wygnaniu".

Widzisz @umabauman jak to literatura,filozofia,polityka,spotykają się w jednym punkcie i przenikają się tak silnie że na dobrą sprawę trudno określić co było pierwsze co ostatnie co było skutkiem a co przyczyną.I nie wierz tu człowieku w spiskowe teorie!

Powiadają (jestem na etapie wgryzania się w problem) że symbol ciężarnej śmierci jest bardzo złowieszczy.

Ciekawe co też porodzić może śmierć." - umabauman, to ja, jeden z moich pseudo-pseudonimów. To była stara (względnie) wymiana zdań, "Wysłany: 20:32, 29 Lis '13 ".

Ukłon w stronę Pszeka (wspomnienie go to jak odkrycie gumką imiona w palimpseście, zanim zrobi to ktoś za mnie) za tą teorię Bachtinowską.




[Powrót][Do góry][Katalog][Post a Reply]
Usuń post [ ]
[]
[ home / board list / faq / random / create / bans / search / manage / irc ] [ ]